Kilka hal wypełnionych po brzegi markami z całego świata zamienia się na kilka dni w ogromny, międzynarodowy tygiel inspiracji – od mebli i oświetlenia, przez ceramikę, szkło i tkaniny, po najmniejsze dekoracyjne detale. I choć Maison&Objet jest jednym z najważniejszych wydarzeń światowego rynku designu i dekoracji, wrześniowa edycja ma w sobie coś szczególnego.
WIDEO…
Mniej tu spektakularnych eksperymentów z nowym wzornictwem, więcej za to dekoracyjności, materiału, koloru i rzemiosła. Tu to właśnie przedmiot i sposób jego wykonania wychodzą na pierwszy plan. Targi przypominają, że sztuka urządzania wnętrz nie zaczyna się i nie kończy na wielkich nazwiskach projektantów. Czasem zaczyna się od pięknie odlanego uchwytu, ręcznie zdobionego kawałka ceramiki albo kieliszka, który aż chce się wziąć do ręki. W tym ogromnym międzynarodowym tyglu coraz śmielej poczynają sobie polskie marki. I bardzo nas to cieszy. Nie dlatego, że są polskie i dlatego trzeba je zauważyć. Dlatego, że naprawdę jest na co patrzeć. Oto trzy nasze największe „polskie” zachwyty wrześniowej edycji Maison&Objet.
PAP Deco. Kiedy detal staje się biżuterią
PAP Deco udowadnia, że we wnętrzu wielkość nie zawsze ma znaczenie. Czasem cały charakter mebla potrafi zmienić jeden niewielki element. Polska manufaktura specjalizująca się w mosiężnych uchwytach, okuciach i dekoracyjnych detalach traktuje je zresztą nie jak czysto funkcjonalne dodatki, ale jak małe obiekty sztuki użytkowej.

W Paryżu szczególnie przyciągała uwagę kolekcja ArtCollection. Ręcznie odlewane i wykańczane uchwyty mają wyraziste, rzeźbiarskie formy, a różnorodność patyn i powierzchni pozwala traktować je niemal jak biżuterię dla mebli. Dobrym przykładem jest model Fold – abstrakcyjny, organiczny w formie, dostępny w wielu wykończalniach, od różnych odmian mosiądzu po miedź, nikiel czy złoto. I właśnie w tym tkwi siła PAP Deco. Rzemiosło nie jest tu ozdobnikiem. Jest treścią przedmiotu. Każdy detal ma swoją materię, ciężar, fakturę i ślad ludzkiej pracy. W czasach, kiedy coraz więcej rzeczy powstaje po to, żeby wyglądać dobrze na ekranie, takie przedmioty przypominają, jak przyjemne jest po prostu wziąć coś do ręki.

Krosno × Bolesławiec. Dwie polskie tradycje, jeden nowy język
Krosno zachwyciło nas przede wszystkim kolekcją Poppy Red. Ogromne, czerwone maki ze szkła zostały zawieszone nad stoiskiem, tworząc zjawiskową, niemal teatralną instalację. Trudno o lepszy symbol tego, jak tradycyjny motyw można przełożyć na język współczesnego designu. Polski mak, tak dobrze znany z letniego krajobrazu, w Paryżu urósł do rangi niemal rzeźbiarskiego obiektu.

Krosno przywiozło do Paryża nie tylko szkło. Przywiozło spotkanie dwóch niezwykle mocnych polskich tradycji rzemieślniczych. Premierowa współpraca Krosna i Bolesławca łączy transparentne szkło z charakterystyczną kobaltową ceramiką. Efekt jest jednocześnie znajomy i zaskakujący: dobrze znane wzory bolesławieckiej ceramiki pojawiają się w zupełnie nowym kontekście, zestawione z lekką, przejrzystą formą szkła.

Jednym z najbardziej efektownych przykładów jest kielich, którego szklana czasza została osadzona na ceramicznej nóżce ozdobionej charakterystycznym bolesławieckim wzorem. To spotkanie ma zresztą piękny symboliczny wymiar. Z jednej strony ponad stuletnia tradycja szklarska Krosna, z drugiej – osiem dekad powojennej historii Bolesławca. Dwie techniki, dwa materiały, dwa rozpoznawalne kody polskiego rzemiosła. Zamiast jednak tworzyć przedmiot nostalgiczny, marki znalazły dla nich nową, współczesną formę. I chyba właśnie to najbardziej podoba nam się w tej kolekcji. Polskie dziedzictwo nie zostało potraktowane jak eksponat z gabloty. Dostało nowe życie.
Vintola Studio. Vintage, które patrzy w przyszłość
Vintola Studio również sięgnęło do przeszłości, ale zrobiło to bez nostalgii. Na Maison&Objet marka zestawiła odrestaurowane krzesła vintage z lat 60. z autorskimi projektami Oli Szewczul. Charakterystyczne sylwetki mebli z połowy XX wieku pojawiły się obok nowych form, pokazując, że estetyka vintage może być nie tyle zamkniętym rozdziałem historii designu, ile punktem wyjścia do dalszych poszukiwań.

Ważną rolę odegrały tkaniny Dekoma. Ich kolor, faktura i miękkość nadały każdemu z krzeseł indywidualny charakter. Najbardziej wyrazistym obiektem ekspozycji było jednak turkusowe, eksperymentalne siedzisko, którego miękka, rzeźbiarska forma została wykonana ręcznie techniką tuftingu. Dopełniły ją miedziane nogi stworzone przez PAP Deco. To pierwszy efekt współpracy obu polskich marek i chyba jeden z ciekawszych przykładów tego, co można dziś zrobić z polskim rzemiosłem: połączyć różne techniki, materiały i doświadczenia, zamiast zamykać je w jednej stylistyce. Vintola nie kopiuje lat 60.XX w. – prowadzi z nimi dialog. Bierze z nich formę, proporcję i odwagę, ale przepuszcza je przez współczesną wrażliwość, kolor i rzemiosło.

Polska jest trendy!
Maison&Objet jest miejscem, w którym bardzo łatwo zginąć w tłumie. Tysiące marek, setki nowych obiektów, dziesiątki języków, tradycji i estetyk. Tym bardziej cieszy, że polskie marki coraz częściej nie tylko są tam obecne, ale mają własny głos.
Krosno pokazuje, że tradycję można opowiedzieć na nowo. PAP Deco przypomina, że detal może być dziełem sztuki. Vintola Studio udowadnia, że przeszłość może być świetnym materiałem dla współczesnego projektowania. I może właśnie to jest nasz największy polski zachwyt z tegorocznego Maison&Objet: nie musimy już szukać polskości w dekoracyjnym folklorze. Jest w jakości wykonania, odwadze projektowania i szacunku do rzemiosła. A to język, który w Paryżu rozumieją doskonale.



























