Wzory na ścianach malowane za pomocą wałków deseniowych, ludowe wycinanki, dekoracyjne talerze, koronkowe serwetki, makatki, pozowane fotografie. Jeśli nie z rodzinnych domów, to są nam wszystkim dobrze znane z muzeów wnętrz, skansenów, szczególnie polecam Łódzki Park Kultury Miejskiej w Centralnym Muzeum Włókiennictwa w Łodzi, czy fotografii Zofii Rydet. Warto je sobie przypomnieć zanim wybierzecie się na tę wystawę.
WIDEO…
Łamanie stereotypów
Wystawa prezentuje prace artystek, które interpretują i nadają nowe znaczenia elementom dawnego wystroju przestrzeni domowych; izb chłopskich, szlacheckich dworów, domów mieszczańskich, a ich twórczość osadzona jest w polskiej tradycji estetycznej, na którą składają się też wpływy innych kultur. Wykorzystywane przez nie tkaniny, wycinanki zdobiły wnętrza, ale często miały też znaczenie magiczno-obrzędowe, odwoływały się do duchów przodków, przyrody lub były powiązane z przełomowymi momentami życia mieszkańców.
Rozgraniczenie inspiracji na pochodzące z wiejskich czy miejskich domów często jest trudne. Już na przełomie XIX i XX wieków środowiska te inspirowały się nawzajem, a wpływy przenikały. Chociażby poprzez nabywane na jarmarkach, odpustach, czy od wędrownych kupców tanie makaty czy oleodruki o treściach religijnych czy patriotycznych od małomiasteczkowych producentów. Nie bez znaczenia była także migracja ze wsi do miast (wzrost przemysłowy w zaborach). Już wówczas występowało także przenoszenie elementów wystroju do sztuki profesjonalnej.
Znacznie później proces ten nazywano przenikaniem sztuki niskiej do wysokiej. Ja wolę mówić o nakładaniu się warstw kulturowych. I to właśnie to zjawisko, a nie na przykład powrót do ludowości, który także obecnie ma miejsce, stały się kluczem do wyboru artystów, którym zaproponowaliśmy udział w wystawie.
Dziewięć artystek
Zaproszenia przyjęło dziewięć artystek: Dobrawa Kiersztyn, Iwona Kobryń, Barbara Lorek, Katarzyna Markiewicz, Paulina Sadrak, Paulina Sołtyszewska, Ana Vostruchovaitė, Olga Wolnia i ja, Maria Tyniec. To, że w tej grupie nie ma żadnego artysty nie było zamierzone, ale zasługuje na refleksję. Powodem raczej nie był fakt, że dziedziny takie, jak tkactwo czy wycinankarstwo, są powszechnie uważane za domenę kobiet. Łączy nas, uczestniczące w wystawie artystki zindywidualizowany stosunkiem do źródeł z posługiwaniem się różnymi tradycyjnymi technikami, narzędziami i materiałami dzięki czemu na wystawie możemy podziwiać dużą różnorodność prac.
Najmocniej reprezentowana jest tkanina: kontrastowe hafty nićmi ze sprutych dzianin na surowej, również pochodzącej z odzysku, jucie Katarzyny Markiewicz, dotyczące tożsamości malarskie żakardy Any Vostruchovaitė oraz prace, które łączą tekstylia, archiwalną fotografię i media cyfrowe Pauliny Sadrak czy druk cyfrowy i haft ręczny autorstwa Pauliny Sołtyszewskiej. Ale też wzorzyste orientalne dywany, głównie w energetycznych i o bogatej symbolice czerwieniach, przewrotnie przeniesione na obrazy przez Olgę Wolniak.
Zaraz za tkaninami plasują się wycinanki. Przede wszystkim Dobrawy Korsztyn. Wyraziste, synestetyczne, poprzez wątki biograficzne, głównie związane z choroba artystki, komentują naszą codzienność. Pokazujemy też wychodzącą daleko poza mechaniczną reprodukcję cyjanotypie Iwony Kobryń, tak jak Paulina Sadrak pracuje z archiwalną fotografią, oraz podszyte erotyką malarstwo Barbary Lorek na porcelanowych paterach. Jest też mój cykl płócien inspirowany ceratowymi obrusami w kwiaty, dla których matrycą były autentyczne wałki do zdobienia ścian.
Wspólne wątki
Poza łączącą nas – artystki uczestniczące w wystawie - inspiracją tradycją mamy jeszcze jeden wspólny wątek i nie jest to watek marginalny, dotyczy pamięci, biograficznej, cudzej, zbiorowej (nie wynikającej z indywidualnego doświadczenia). Niektóre artystki mówią o tym wprost; Sadrak „bada zagadnienia pamięci, materialności i przemijania obrazu”*, a Markiewicz: tworzy „po to, by w pędzącym życiu niczego nie przeoczyć, nie zgubić i nie zapomnieć”. Sołtyszewska odwrotnie, chciałaby zapomnieć, ale gorzko kwituje rozważania o „potrzebie zamknięcia trudnego rozdziału” w swojej bardzo osobistej pracy „Myślę o Tobie, ale ciszej” - „zapominanie nigdy się nie kończy”.
Z kolei bodźcem dla malarstwa Olgi Wolniak jest potrzeba zachowania w pamięci roli i znaczenia kobiet, których niewidzialne ręce tworzyły i tworzą inspirujące ją tekstylia. Podobnie Kiersztyn, która podczas długich godzin pracy łączy się z kobietami, które wycinały przede nią. Także tytułowe ceraty z moich obrazów – dla niektórych obiekty wstydu, i motyw z wałka – kiedyś substytut niedostępnych tapet, stają się elementami opowieści o naszej wspólnej pamięci. Mimo, że tyle mamy wspólnego, podejmujmy różne, współczesne tematy, od zmian klimatycznych, zanieczyszczenia środowiska, pandemii i walki o prawa kobiet (Sołtyszewska, Toile de Jouy 2.0) po relacje jednostki wobec grupy lub systemu (Kobryń, cyjanotypie na bazie fotografii z lat 20. i 30. XX wieku oraz wczesnego PRL-u).
A skąd tytuł wystawy?
Wystawa odbywa się w salonie NAP, to jakby nie było salon z wyposażeniem wnętrz, są w nim też sofy, filarowy produkt marki. A określenie „obraz nad sofę” oznacza, w świecie sztuki, dzieła błahe i może nawet przyjemne dla oka, ale w podtekście mniej wartościowe. Jakby sztuka trudna, ważna - o wielkim znaczeniu lub o dużej sile rażenia - nie miała wstępu na salony. Ja, tak jak założyciele NAP, Anita i Tomasz Czerwińscy, nie zgadzamy się z takim podejściem. Sztuka w NAP była od zawsze. Jest w jej DNA.
Nie bez powodu manifestem marki, która w tym roku obchodzi swoje 20 urodziny, jest SZTUKA/DESIGN/RZEMIOSŁO. To, gdzie obraz wisi, nie decyduje o jego wartości, sąsiedztwo sofy nic żadnemu dziełu nie ujmuje. Stąd na wstawie prace, które – wykorzystam cytat z tekstu Pauliny Sołtyszewskiej - w dekoracyjne formy mają wpisane tematy, które trudno uznać za dekoracyjne. Na wszelki wypadek nie rezygnujemy z odczarowania czy oczyszczenia „obrazu nad sofę” z negatywnych skojarzeń.