Zanim zdecydowała się na mieszkanie, długo szukała domu i obejrzała dziesiątki nieruchomości. Ostatecznie wybrała przestronne mieszkanie, które od początku urządzała tak, by funkcjonowało jak dom – wygodny, rodzinny i pełen miejsca do życia.
WIDEO…
Idealne dopasowanie
Ola dokładnie wiedziała czego potrzebuje. Dużego salonu, osobnych pokoi dla dzieci, garderoby, pralni i spiżarni. Kiedy trafiła na to mieszkanie, miało zupełnie inny układ. Projektantka postanowiła dostosować je do życia swojej rodziny. Z jednego pokoju powstała garderoba, toaleta zamieniła się w pralnię, pralnia w spiżarnię, a po wyburzeniu ścian salon stał się dużą, otwartą przestrzenią.

Nie burzymy, zmieniamy
Remont przeprowadziła z poszanowaniem tego, co już było. Drewniane podłogi zostały, podobnie jak wielkoformatowe spieki w łazienkach, które przykryto mikrocementem. Bo zasada „nie burzymy, zmieniamy” to kwintesencja podejścia Oli do wnętrz.

Chciała, żeby było jasno, naturalnie i trochę wakacyjnie. Jest więc dużo drewna, ciepłych beży i światła, które – jak mówi Ola – szczególnie lubi w tym mieszkaniu. Nowe łączy się tu ze starym, a współczesne projekty z rzeczami wykonanymi ręcznie.

Stare z nowym
Dla Oli ważna jest sztuka i rzemiosło. W każdym pomieszczeniu znalazło się miejsce dla prac polskich artystów, tkanin, ceramiki i przedmiotów z historią. Wiele elementów powstało specjalnie dla tego wnętrza – między innymi meble z odzyskanego drewna oraz gliniane lampy zaprojektowane przez Olę i wykonane przez jej przyjaciółkę.

W centrum mieszkania jest ogromna, dwustronna sofa, którą Ola zaprojektowała tak, by połączyć salon z kuchnią – przestrzenią, w której najchętniej urzędują jej mąż i syn.

Od przeprowadzki minęło już pięć lat, ale Ola wciąż dopieszcza swoje mieszkanie. Dodaje kolejne obrazy, przedmioty i drobiazgi, które sprawiają, że przestrzeń staje się coraz bardziej jej. Bo to wnętrze nie miało być pokazowe. Miało być domem – dla niej i dla całej rodziny.


































